Pewnie znasz to z codziennego języka: „część mnie chciałaby to rzucić, a część boi się zmiany”. W terapii Internal Family Systems (IFS, system wewnętrznej rodziny) traktujemy te słowa zupełnie poważnie — i okazuje się, że to jeden z łagodniejszych i najbardziej szanujących sposobów pracy z sobą.
Skąd wziął się ten model
IFS stworzył w latach 80. Richard C. Schwartz, terapeuta rodzinny. Pracując z klientami zauważył, że spontanicznie opisują swoje wnętrze jako złożone z różnych „części”, często będących ze sobą w konflikcie. Zamiast traktować to jak metaforę, podszedł do umysłu jak do systemu — podobnego do rodziny — w którym części pełnią role i wzajemnie na siebie wpływają.
Mapa: części i Jaźń
W modelu IFS wyróżnia się kilka rodzajów części. Menedżerowie dbają o kontrolę i bezpieczeństwo na co dzień — to m.in. wewnętrzny krytyk, perfekcjonista, ten, kto planuje i przewiduje zagrożenia. Strażacy wkraczają, gdy ból staje się zbyt silny, i gaszą go szybko, czasem dużym kosztem — przez odcięcie, objadanie się, używki, gniew. A pod nimi są wygnańcy — młode, zranione części, które noszą trudne emocje i wspomnienia i które tamte dwie grupy starają się chronić, trzymając je z dala od świadomości.
I jest jeszcze Jaźń (Self) — rdzeń, który nie jest częścią. Schwartz opisuje go przez cechy, które po angielsku zaczynają się na C: spokój, ciekawość, współczucie, jasność, pewność, odwaga, kreatywność, połączenie. Gdy to Jaźń „prowadzi”, relacja z częściami zmienia się z walki na słuchanie.
Nie ma złych części
Najważniejsze założenie IFS — i tytuł znanej książki Schwartza — brzmi: nie ma złych części. Nawet bezwzględny krytyk czy część, która odcina i znieczula, pierwotnie próbują nas chronić, często w sposób, który miał sens dawno temu. Dlatego w IFS nie walczymy z objawem ani nie „pozbywamy się” trudnej części. Zamiast tego poznajemy ją z ciekawością i pytamy, czego się obawia i czego strzeże.
Co się wtedy zmienia
Kiedy części-ochroniarze nabierają zaufania do Jaźni, w końcu pozwalają usłyszeć wygnańców. Te zranione części mogą zostać wysłuchane i „odciążone” (unburdening) — uwolnione od ciężaru, który musiały nieść. Objawy często ustępują nie dlatego, że je stłumiliśmy, ale dlatego, że ich ochronna rola przestaje być potrzebna.
Co mówią badania
IFS rozwijał się długo w praktyce klinicznej, a w 2015 roku został wpisany do amerykańskiego rejestru programów opartych na dowodach (SAMHSA NREPP) — jako „skuteczny” dla ogólnego funkcjonowania i dobrostanu oraz „obiecujący” m.in. dla objawów depresji i lęku. Podstawą był pilotażowy eksperyment z randomizacją (Shadick i wsp., 2013, Journal of Rheumatology): u osób z reumatoidalnym zapaleniem stawów praca metodą IFS wiązała się z poprawą funkcjonowania fizycznego i zmniejszeniem objawów depresyjnych. Najlepiej powtarzalne są dotąd efekty wobec depresji; potrzeba większych badań, a część badaczy słusznie przypomina, że „części” to model i narzędzie myślenia, nie dosłowny opis mózgu.
Jak pracuję
W mojej pracy IFS jest łagodne i niespieszne. Nie analizuję Cię „z zewnątrz” — towarzyszę, gdy z ciekawością poznajesz własne części i uczysz się być dla nich obecnym z miejsca spokoju. Tempo ustala Twój system; nic nie dzieje się na siłę, a bezpieczeństwo zranionych części jest zawsze na pierwszym miejscu.
IFS bywa pomocne przy wewnętrznym krytyku, lęku, poczuciu wewnętrznego rozdarcia, w pracy ze skutkami trudnych doświadczeń i w budowaniu łagodniejszej relacji z samym sobą. Jeśli to brzmi blisko, zapraszam na rozmowę.
Źródła i lektury
Richard C. Schwartz, Internal Family Systems Therapy oraz No Bad Parts (2021).
N. A. Shadick i wsp., „A Randomized Controlled Trial of an Internal Family Systems-based Psychotherapeutic Intervention on Outcomes in Rheumatoid Arthritis”, The Journal of Rheumatology 2013, 40(11), 1831–1841.
Tekst ma charakter edukacyjny i nie zastępuje konsultacji ani leczenia.